Szkodniki w Ogrodzie to Twoi Przyjaciele – Teoria Szkodników w Ogrodzie Permakultury; Nie Pryskaj, Nie Pal, Nie Wykopuj – Natura Rozwiąże Twój Problem

Przybiega siostra, prawie zapłakana. Widocznie coś nią wstrząsnęło. Woła mnie żeby przyjść. Szybko. No to idę. Zaprowadziła mnie do części ogrodu, gdzie od lat rosną porzeczki. “O co jej znowu chodzi”, myślę z irytacją, “kawa mi w kuchni stygnie”. Wskazała na jeden z krzaków i, widocznie przejęta, pyta co się z nim dzieje.

Szkodniki w ogrodzie permakultury – spis treści:

1. historii część dalsza

2. rozwiązanie problemu

3. żółto-czarne

4. a krety?

5. nie może zabraknąć Seppa

Szkodniki w ogrodzie permakultury – historii część dalsza

Irytacja ze mnie spłynęła, wzrasta ciekawość. Faktycznie, krzew wygląda paskudnie. Liście zwinięte jakby wysuszone. Ich kolor krwisty, nie zielony. I wszędzie pełno pęcherzy, jak poparzona skóra. Nie wyglądało to przyjemnie, szczególnie biorąc pod uwagę to, że cokolwiek to było, wyraźnie rozeszło się na cały krzak. Wykopywać? Psikać? Obcinać? Hola, hola. Najpierw trzeba przeanalizować, co krzaczkowi dolega.

Okazuje się, że krzaczkowi dolegała mszyca. Brzmi niegroźnie, ale gdybyście widzieli to zniszczenie, też bylibyście przerażeni. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widzieliśmy. Pytanie – co robić w tej sytuacji? Jak reagować na szkodniki w ogrodzie permakultury?. W permakulturze nie psikamy – przynajmniej nie toksynami. Dążymy do równowagi systemu, wierząc, że wraz z równowagą, problem sam się rozwiąże.

Przeczytaj: “Projekt Ogrodu Permakultury – Nie Zaczynaj Jak Nie Wiesz, Co Robić! Przeczytaj Wskazówki Przydatne w Planowaniu Przestrzeni Uprawy na Bazie Systemów Naturalnych

Szkodniki w ogrodzie permakultury – rozwiązanie problemu

Mistrz permakultury Bill Mollison, kiedyś zauważył, że nie ma czegoś takiego jak problem z ślimakami. Jest problem braku kaczek. Brzmi inspirująco. Troche ciężej to przyjąć, kiedy te ślimaki lub mszyce akurat atakują moje rośliny. Mam stać bezczynnie i patrzeć jak zniszczenie się szerzy?! Trochę nieufnie, ale wierząc w doświadczenie pionierów w tej dziedzinie, postanowiliśmy do sytuacji podejść w pełni permakulturowo. W myśl Billa Mollisona, problemem nie były mszyce, problemem był brak biedronek.

Zaczęło się poszukiwanie. Historia ta miała miejsce na samym początku naszej przygody z permakulturą, kiedy pole przez nas uprawiane było praktycznie martwe pod względem żyjątek. Na 6000m2 udało się znaleźć dwie biedronki. Biedronki zostały złapane i przeniesione na cierpiący krzak porzeczkowy. Na wszelki wypadek, umieszczono tam również zakrętkę od słoika z wodą oraz kilka rodzynek (ponoć biedronki lubią – nie wiem, spróbować nie zaszkodziło).

W dwa dni mszycy nie było. Do dziś nie mamy problemu z mszycą. A biedronki są wszędzie. Mszyce też się pojawiają – przenoszone z rośliny na roślinę przez te mrówki. Ale nie wyrządzają dużo szkód. Wręcz przeciwnie, stanowią źródło pokarmu dla biedronek tak cennych na naszym podwórku. Rozwiązaniem było znalezienie równowagi. I oczywiście mulcz. Mulcz też się przydał. Dzięki mulczowi, krzew stał się silniejszy, a szkodniki atakują słabe osobniki. Ale o tym kiedyś indziej.

Przeczytaj: “Zbieranie Nasion – Korzystaj z Darmowych Darów Własnego Ogrodu, by Mniejszym Nakładem Pracy Uprawiać Obfitszy i Zdrowszy Ogród w Przyszłym Sezonie

Szkodniki w ogrodzie permakultury – żółto-czarne

Szerszenie i osy. Wszędzie. Tylko szerszenie i osy. Nic więcej. Tak kiedyś wyglądała fauna naszego ogrodu. Dla mnie ogród to było zło – brudne, łyse, i brzęczące od żądeł – i tych małych i tych dużych. Im cieplej, tym ich więcej. Same drapieżniki i padlinożercy. Pasjonowanie się ogrodem i podwórkiem było kiedyś dla mnie nie do pojęcia.

Potem pojawiła się permakultura. Permakultura wytłumaczyła, że dzikie łąki tętnią życiem. Koniki polne, motyle, pszczoły, pająki, nawet jaszczurki – to wszystko można znaleźć w zdrowym ekosystemie. U nas były przyprażone słońcem skrawki trawy wiecznie koszonej, łyse plamy, gdzie już nawet trawa rosnąć nie chciała. I cisza – wszystko martwe prócz brzęczenia ós i szerszeni.

Dziś u nas są koniki polne, jaszczurki, pająki i tyle pszczół i motyli, że sad wygląda jak z bajki. Pojawił się jeżyk. Bażanty zamieszkały na polu. Nawet ptaki wróciły, by gnieździć się w naszych drzewach. Osy też są. I pojedyncze szerszenie (ale tylko w sierpniu). Kiedy w ogrodzie panuje równowaga i one są pomocne. Kontrolują liczbę robaczków, które mają ochotę na nasze owoce. Tych też kiedyś było mnóstwo, teraz trzeba się naszukać żeby znaleźć robaczywe jabłko. Kiedy jest balans, przyroda sobie poradzi.

Szkodniki w ogrodzie permakultury – a krety?

Kretowiska to pożądany widok w naszym ogrodzie. Krety spulchniają glebę, czyniąc ją przyjaźniejszą dla roślin szukających lekkiego gruntu dla swoich korzeni. Kretowiska były szczególnie przydatne w początkowych fazach ogrodu, kiedy ziemia była tak zbita wiecznym koszeniem i ubogim składem, że miejscami nie dało się łopatki do niej wbić. Wtedy sadziło się do miękkich kretowisk. Tu miętę, tam robinię akacjową, tam poziomkę rozłogową. I tak powoli poznikały łyse połacie ziemi, na której nawet trawa rosnąć nie chciała. Z kretowisk rozrosły się te rośliny, które są przydatne dla nas, dla stworzonek oraz dla roślin. Przyroda została zaprojektowania dla równowagi i wówczas, gdy ją osiąga – obfituje.

Skodniki w ogrodzie permakultury – nie może zabraknąć Seppa

Przeczytaj: “Sepp Holzer – Superbohater bez Peleryny – od 1962r. Ratuje Świat Alternatywnymi Metodami Ogrodnictwa i Rolnictwa (Zanim Powstało Pojęcie “Permakultura”)

 

Na koniec, wyciąg z książki Permakultura Seppa Holzera na temat tzw. “szkodników”:

Na wstępie  należy stwierdzić, że w dobrze zorganizowanej przestrzeni życiowej nie trzeba niczego zwalczać, ponieważ natura jest idealna. Musimy się zastanowić, jakie skutki dla przyrody ma nasza gospodarka. Jeśli spróbuję włączyć się w naturalne cykle, okaże się, że praca, wykonana bezmyślnie, jest niepotrzebna lub nawet wyrządziła szkody.  Każde istnienie ma swoje zadanie. System traci równowagę jedynie wtedy, gdy człowiek źle nim kieruje. Zanim zaczniemy zwalczać “szkodniki”, musimy spróbować poznać przyczyny ich zbyt licznego występowania i zmienić warunki. Potem trzeba rozwiązać u źródła. Nie wystarczy zwalczanie objawów.

Oto przykład: jeśli na moich drzewach owocowych występuje zbyt dużo mszyc, oznacza to, że brak naturalnych wrogów tych szkodników (biedronek, szczypawek, bzygowatych, złotookowatych, różnych pająków i żuków, ptaków i innych) lub przestrzeni życiowych i zapewniających ochronę. Jeśli jednak wokół drzew, na których panoszą się mszyce, mam dobry biotop dla zwierząt, czyli grubsze struktury na podłożu i na nich kamienie, gałęzie i liście, moi pomocnicy rozmnożą się tak, by móc wyeliminować populację mszyc. Znajdą “nakryty stół” i w krótkim czasie dojdzie do zmniejszenia liczby szkodników. Można więc oszczędzić sobie celowego zwalczania mszyc.

W naszym ogrodzie praktycznie nie dochodzi do sytuacji, w których jakichś “szkodników” byłoby zbyt dużo. Zawdzięczamy to  głównie różnorodności i dobrej sprawdzonej strukturze. Im bardziej zróżnicowany system, tym bardziej jest on stabilny. Monokultury powodują nagłe i masowe występowanie jednego gatunku zwierząt, który zastaje nadmierną ilość pożywienia. Można powiedzieć, że “Szkodniki” skaczą sobie z rośliny na roślinę, gdyż ich naturalni wrogowie czuliby się bardzo źle na tym pustkowiu. W uprawie mieszanej nigdy nie dojdzie do takiej sytuacji, ponieważ zawsze rosną w niej różne gatunki. W naturalny sposób zmniejszone zostaje również ryzyko przenoszenia choroby między roślinami. Cenni pomocnicy i pożyteczne stworzenia także potrzebują właściwej przestrzeni życiowej, możliwości ukrycia się i przezimowania.

(254 – 255).

Pozdrawiam! Dużo biedronek życzę.

Przeczytaj: “Zasady Rolnictwa Seppa Holzera – Nie Katuj się Konwencjonalnymi Metodami Upraw, Zbieraj Więcej, Zdrowiej, za Mniej Pracy z Permakulturą

 


Więcej na temat szkodników w ogrodzie permakultury:

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *